Obserwatorzy

sobota, 26 stycznia 2013

Babeczki (fioletowo-różowe) z borówkami

Przepis jak to w przypadku przeze mnie zamieszczanych jest wynikiem moich licznych, choć drobnych modyfikacji :) Kolor jest opcjonalny. Polecam użyć kisielu lub dwóch by uzyskać łagodniejszą wersję kolorystyczną. Moje kolorki uzyskałam dzięki barwnikom spożywczym.

                                            składniki:
- 4 jajka
- 3/4 szklanki cukru
- 0,5 szklanki oleju
- 1 szklanka mąki ziemniaczanej
- 0,5 szklanki mąki kukurydzianej
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- 0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
- borówki amerykańskie




przygotowanie:
białka ubić na pianę,
następnie dodać cukier, żółtka, olej i mąka z proszkiem i sodą.

jeśli nadajemy więcej niż jeden kolor to jest moment na podzielenie ciasta na ilość odpowiadającą ilości kolorów.

Przekładamy ciasto do formy i wrzucamy po 1 lub 2 borówki.
Gotowe :)



Mam nadzieję, że zdjęcia przekonają by wypróbować przepis!



piątek, 11 stycznia 2013

Cytrynowe przesadzanie i nowy roślinny gość

Zabrałam się za nie w zeszłym tygodniu i muszę przyznać, że trochę mi wstyd bo po ukorzenieniu widać, że za długo zwlekałam. Za to zdjęcia myślę dość ciekawe więc ośmielam się je jednak pokazać. 
Moce cytrusy przesadzam w miarę potrzeby staram się by nie było to częściej niż co 3 miesiące, a przesadzam zazwyczaj do doniczek większych  o 2 cm średnicy i w miarę możliwości ceramicznych. Najlepiej rosną w świetle dziennym, ale to pewnie nikogo nie zaskoczyło.





Nie zdążyłam się jeszcze pochwalić moim nowym roślinnym gościem, który został mi podarowany z okazji ostaniach świąt. Rozszyfrowanie gatunku nie będzie trudną zagadką po zobaczeniu go na zdjęciu. Prawda, że śliczny? Na razie zakolegował się na cytrusowym parapecie, ale jak zrobi się cieplej to poszukam by jakiegoś stałego miejsca.




niedziela, 6 stycznia 2013

Macie już dość moich albumów(?)

Nie wiem czy nie macie już dość moich albumów. Ale zaryzykuję i pokażę kolejny mały twór. Jak to mam w zwyczaju, gdy robię coś co nie ma jeszcze konkretnego zastosowania, nie jest zbyt ozdobny. Jest raczej kanwą, tłem. Dlatego brak mu jeszcze wielu dodatków, ale te dodam już na końcu, czyli po wklejeniu zdjęć.

Mam trochę wrażenie, że jestem dość nudna z kolorystyką, staram się trochę ożywić kojoną moją pracę. Już jestem ciekawa czy przypadnie wam do gustu.

Ale na razie zdjęcia tego co nie odbiega stylem od poprzednich.







czwartek, 3 stycznia 2013

Restauracja pierścionka

Pewnie nie tylko ja lubię coś upolować na wyprzedażach i w takich właśnie okolicznościach  wszedł w moje posiadanie owy niebieski pierścionek, bohater dzisiejszego wpisu. Jego niebieski kolor nie był zbyt uniwersalny, ale spodobał mi się na tyle by wydać na niego niską kwotę z metki (5zł o ile pamięć mnie nie myli). 

I służył mi wdzięcznie, przysparzał komplementów, ale jak wszystko co dobre szybko się skończyło. Minął rok, bo zakupiłam go przed sylwestrem 2011 roku. A powodem naszego (krótkiego, jak się okazało) rozstania stała się odpadająca z niego niebieska farba. Początkowo była to mała plamka z czasem urosła do takiej, że nie mogłam już dalej udawać, że jej  nie widzę.

Pierścionek odłożyłam na półkę. Ale zaledwie na kilka dni bo postanowiłam zeskrobać farbę i nałożyć jakąś nową, może już w innym kolorze. Założyłam w końcu, że i tak w takim stanie jakim jest nie będę go nosić, dlatego zaryzykowałam. 
Pierścionka niestety nie sfotografowałam przed skrobaniem, a pierwsze zdjęcie zrobione zostało już w trakcie procesu odnowy.

Po zeskrobaniu moim oczom ukazał się piękny biały kamień, który ma dużo więcej uroku. Dlatego postanowiłam go zostawić. Podoba się efekt końcowy?





środa, 2 stycznia 2013

Mój pomarańczowy komin

Minęły tygodnie od moich urodzin, a ja ciągle nie mogę się nacieszyć piękną torebką jaką z tej okazji dostałam. Noszę ją tylko na specjalne okazje i tym bardziej zależało mi by mieć coś w tym kolorze. A wraz z nadejściem zimy okazało się, że nie mam nic takiego.

Postawiłam  na szalik. Prosty komin, czyli to co wiem, że może (niestety nie musi) mi wyjść. Kolor udało mi się dobrać niesamowicie i warto było odwiedzić kilka pasmanterii by kupić nie dość, że idealnie pasującą kolorystycznie, to i grubą włóczkę w całkiem przyzwoicie cenie.

Myślę, że najlepiej prezentują się w duecie :)

wtorek, 1 stycznia 2013

Mój pierwszy (świąteczny) bieżnik

Pierwszy bieżnik jaki wykonałam jest jednocześnie pierwszym świątecznym bieżnikiem na moim koncie. Nie jest to może dzieło życia, ale z szyciem na maszynie mam zdecydowanie mniej wspólnego niż bym chciała. Dlatego w ramach Targów Twórczości Artystycznej z największą przyjemnością skorzystałam z bezpłatnych warsztatów, organizowanych na stoisku maszyn do szycia.
I to właśnie w ramach tych warsztatów powstał bieżnik, który poniżej z duma prezentuję.

Dla każdej szanującej się pani domu to pewnie zadanie na nie więcej niż godzinę, ale ja zmagałam się z projektem dwa razy dłużej. Ale początki bywają trudne.

Bardzo dziękuje dzielnej M., która wzięła razem ze mną udział w tym wydarzeniu. A dodatkowo gratuluję jej odwagi bo przyznała mi się, że z maszyną do szycia było to jej pierwsze bliskie starcie.

Może trochę późno pokazuję jak na akcent świąteczny, ale czuję się nieco usprawiedliwiona odwiedzając Wasze blogi i oglądając wasze świąteczne wystroje :)


Wracam w Nowym Roku z nową siłą i inspiracjami. Myślę, że jutro pokarzę Wam w końcu mój pomarańczowy szalik.

A czy jesteście zainteresowane recenzją mojej różowej maszyny bindującej? Bo już czuję, że trochę ją poznałam i myślę, że mogę kilka sensowych zdań na jej temat sklecić.